niedziela, 1 października 2017

Notatki kulturalne - wrzesień 2017

Jesień w pełni, nawet oficjalny kalendarz nam o tym przypomniał kilka dni temu. Wrzesień się skończył, więc zrobiłam sobie takie krótkie zestawienie miesiąca, żeby nie zapomnieć co widziałam i co czytałam i postanowiłam się w wami nim podzielić.

Marta FREJ w Brukseli

Pisząc te słowa jestem jeszcze pod wrażeniem wieczoru autorskiego w polską graficzką i znana autorka memów, Martą Frej. Niby mam wrażenie, że jestem w miarę możliwości na bieżąco z tym co się dzieje w polskiej „strefie kulturalnej”, a jednak jest wiele zjawisk, które łatwo umykają, gdy się mieszka od tak dawna poza granicami kraju. Tak też było i z Martą Frej, której nazwisko obiło mi się o uszy i może widziałam gdzieś w sieci jedną czy dwie z jej prac. Dzięki temu, że jestem od kilku miesięcy członkinią Brukselskiego Klubu Polek, mogłam wczoraj wziąć udział w organizowanym przez BeKaP spotkaniu na żywo z Martą Frej. Sala w prowadzonej przez jedną z członkiń BeKaPu, galerii w centrum Brukseli, była pełna i nawet jeszcze podczas spotkania docierały spóźnione osoby, dla których już zabrakło miejsc siedzących.
Marta z ogromną swobodą opowiedziała o swojej działalności artystycznej w sieci i społecznej w Częstochowie, gdzie mieszka.  Do tego zaprezentowała wiele swoich prac, komentując je i okraszając swe opowieści różnymi anegdotkami.

Jeśli chcielibyście poznać jej twórczość, to zajrzyjcie do sieci na jej fan page:
 
Marta Frej podczas wieczoru autorskiego w Brukseli 

wtorek, 26 września 2017

Francuski i polski pod lupą, słów kilka z okazji Europejskiego Dnia Języków



To już trzecia edycja Miesiąca Języków naszej grupy BJK, czyli grupy Blogerów Językowo- Kulturowych.

Kiedy latem 2015 roku zasugerowałam z grupie, by uczcić w jakiś szczególny sposób przypadający na 26 września Europejski Dzień Języków, posypało się wiele propozycji.

Po wielu dyskusjach i głosowaniu wygrała propozycja całomiesięcznych obchodów, które nazwałyśmy po prostu Miesiącem Języków.

Edycja 2017 jest więc już trzecim dorocznym wydarzeniem organizowanym przez naszą grupę. Tym razem  hasłem przewodnim są podobieństwa i różnice miedzy polskim, a innymi językami.


Z tej okazji postanowiłam wziąć pod lupę kilka wyrażeń i idiomów.
Skąd taki pomysl? Kilka dni temu dostałam od polskiego kolegi wiadomość zakończoną dla żartu słowami "thank you from a mountain" (dziękuję z góry, przetłumaczone słowo w słowo z użyciem słowa góra w znaczeniu szczyt)

Przyszło mi wówczas do głowy, że i w języku francuskim pełno jest wyrażeń, które przetłumaczone na inny język, np. na polski, niekoniecznie muszą być zrozumiałe dla odbiorcy. Czasem wręcz wywołają usmiech, a niekiedy nie zostaną w ogóle zrozumiane.

C'est du grec ! - powie Francuz, ale my powiemy już np "To chińszczyzna!" , bo najwidoczniej język grecki nie wydaje się Polakowi aż tak skomplikowany jak chiński.

Fier comme Artaban!  - dumny jak paw. Podczas gdy my porównujemy kogoś przesadnie dumnego do pawia, Francuzi porównują się do postaci z powieści "Kleopatra, której autorem w XVI wieku był  Gautier de Costes de La Calprenède

       Tak mi sie skojarzylo przy okazji: autor ten urodził sie w Sarlat-la-Canèda - obecny departament Dordogne -  słynącej z przepysznych ziemniaków smażonych w głębokim tłuszczu, nazywanych pommes sarladaises; koniecznie sprobujcie ich będąc we Francji. 

Ca te va comme un gant! - Leży na tobie jak ulał!
W tym wyrażeniu Francuzi posługują się słowem "rękawiczka", (która jest dopasowana do dłoni), podczas gdy w polskim mamy wrażenie, że coś jest tak dopasowane, jakby zrobiono odlew w dopasowanej formie.

Coiffer Sainte Catherine! - oznacza "zostać starą panną". Jeśli nie wiecie nic o francuskiej tradycji noszenia przez "stare" (ponad 25-letnie) panny zielonych kapeluszy w dniu 25 listopada (imieniny Katarzyny), to wyrażenie "przywdziać świętą Katarzynę" będzie dla was zupełnie niezrozumiałe.
          
       O tradycji tej pisałam na blogu już kilka lat temu w 2013 we wpisie TUTAJ

On va se tourner les pouces! oznacza dosłownie, że będziemy sobie "kręcić (młynki) kciukami", podczas gdy po polsku bardziej zrozumiałe będzie "zbijanie bąków".

Annoncer la couleur , czyli dosłownie "zapowiedzieć kolor", to francuski odpowiednik naszego wyrażenia "odkryć swoje karty".

Con comme un balais, czyli nasze wyrażenie "głupi jak but", po francusku dotyczy miotły (con = głupi, balais = miotła) I jak tu się domyśleć, że francuska miotła jest głupia? Niestety trzeba zapamiętać i już:)

Prêcher pour sa paroisse - bronić własnych interesów, mówić we własnym imieniu, a w wersji francuskiej mowa o kazaniu na rzecz swej parafii (prêcher = głosić, kazać, wygłaszać;  paroisse = parafia)


Logo Europejskiego Dnia Języków 


Na koniec tej krotkiej listy porównań mam dla was wyrażenie wyjątkowo fantazyjne.
Znacie na pewno polskie zwroty "Jak mi tu kaktus wyrośnie!" albo "Jedzie mi tu czołg?", które wyrażają ogromne niedowierzanie.
Wiecie jak mówią francuskie niedowiarki?

Quand les poules auront des dents! - dosłownie: Kiedy kury będą miały zęby! (to wtedy uwierzę)
Widzieliście kiedyś kurze zęby? Ja nie, ale wyrażenie łatwo zapamiętać, gdy sobie je wyobrazimy.

Ale idiomy i rożne wyrażenia to nie tylko pułapki.

Mamy też wyrażenia zupełnie identyczne, więc te możecie używać bez obaw w obu językach:


  • avoir le coeur sur la main - mieć serce na dłoni (avoir = mieć, coeur = serce, main = ręka)
  • l'argent de poche  kieszonkowe (argent = pieniądze, poche = kieszeń)
  • avoir une santé de fer - miec żelazne zdrowie (avoir = mieć, santé = zdrowie, fer = żelazo)
  • avoir la gorge serrée - mieć ściśnięte gardło (avoir = mieć, gorge = gardło , serrer = ściskać)
  • se salir les mains - pobrudzić sobie ręce (salir = brudzić, main = ręka)


Na dziś już zakończę przypominając jeszcze moje wpisy w pierwszej edycji Miesiąca Języków:


*******

Akcja trwa od początku września i od pierwszego do ostatniego dnia, codziennie o 10:00 jeden z członków grupy publikuje na swoim blogu wpis napisany specjalnie z tej okazji.

Wczoraj zapraszała do siebie Beata  (blog Viennese Breakfast), a jutro możecie od 10-ej zaglądać do Agnieszki (blog Angiekski C2)

Wszystkie zaś linki znajdziecie na blogu grupy w wpisie poświęconym tegorocznej akcji.

Sponsorem naszej tegorocznej akcji jest serwis bab.la 




środa, 23 sierpnia 2017

Sardinade, czyli letnie grillowanie

O sardynkach słów kilka

   Chyba każdy z nas miał w życiu okazję, by skosztować sardynek. Na ogół są to jednak sardynki w puszce w zalewie oliwnej lub pomidorowej. 

   Sardynki są drugą po anchois ryba łowioną w Morzu Śródziemnym i nie będzie to dla nikogo niespodzianką, gdy napiszę, że nazwa wzięła się od nazwy włoskiej wyspy Sardynia (Sardegna po włosku)

Sardinade - sardynki z grilla polane sosem z oliwy, czosnku i natki pietruszki
Fot. Nika Vigo

wtorek, 25 lipca 2017

Apéritif po francusku


Wiecie czym jest we Francji "apéritif", nazywany potocznie i wręcz czule "apéro"? To prawdziwa instytucja, bez której życie towarzyskie byłoby bardzo ubogie. Cudzoziemcy uznają często apéritif za symbol francuskiego stylu życia. Ponoć 90 % Francuzów przyznaje się do celebrowania momentu zwanego apéro przynajmniej raz w tygodniu.


Skąd się wzięła nazwa apéritif?

"Aperire" po łacinie oznacza "otworzyć", stąd pochodzi francuska nazwa napójów apéritif, mających na celu "otwarcie", a dokładniej zaostrzenie apetytu. Już za czasów rzymskich pito pewne rodzaje win, które miały ułatwić strawienie jedzonego zaraz potem posiłku. Podejrzewam, że włoskie słowo aperitivo ma podobną etymologię.
Często napoje te miały charakter lekarstwa, które z czasem stawało się napojem ogólniej dostępnym.


Kto rozpowszechnił apéritif, czyli historia pana Dubonnet

Picie apéritifu przed posiłkiem w takiej formie, jak robimy to obecnie, wymyślił w połowie XIX wieku francuski chemik Joseph Dubonnet, który opracował w 1846 roku mieszankę wina i chininy dla francuskich żołnierzy Legii Cudzoziemskiej,  by ich chronić przed malarią podczas wypraw w Afryce Północnej.
Trochę to było niesmaczne, więc dodał przypraw, aby poprawić smak.
I wszystko pewnie na tym by się skończyło gdyby nie małżonka pana Dubonnet, która wpadła na pomysł poczęstowania swych paryskich gości ową mieszanką w oczekiwaniu na podanie kolacji. Napój przypadł im do gustu i stopniowo stał się bardzo popularny. Apéritif o nazwie Dubonnet produkowany jest po dziś dzień.

Reklama Dubonnet z 1895 roku;
 Autor Jules Cheret

piątek, 14 lipca 2017

Marsylianka z Alzacji

   Mało kto nie wie jaki tytuł nosi francuski hymn narodowy.  Słowo Marsylianka i w Polsce jest znane chyba wszystkim. Nawet na drugim końcu świata znana jest melodia Marsylianki.


   La Marseillaise w życiu codziennym

   Kiedy byłam mała, byłam przekonana, że Marsylia była kiedyś stolicą Francji i dlatego hymn tego kraju nazywany jest Marsylianką. Szybko jednak lekcje historii uzmysłowiły mi mój błąd.

   Mieszkając już we Francji miałam okazję słyszeć hymn przy różnych okazjach, ale był on śpiewany stanowczo rzadziej niż nasz hymn w Polsce. I - o zgrozo! - spotykałam Francuzów, którzy nie wstydzili się przyznać, że znają tylko początek i refren. Jakoś mnie to dziwiło, bo myślałam, że zwrotek jest ze trzy lub cztery, a tyle to już przyzwoity obywatel powinien spamiętać. Potem dowiedzialam się, że tekst jest nieco dłuższy.